Przejdź do głównej zawartości

Los świń i ludzi jest ten sam

Korzysta wielu, a system bogaci się nie na próżno. Pierwotnie seks był za darmo. Każda rzecz i zjawisko, którą człowiek mógł sam z siebie wytworzyć, była za darmo. Działające dość durnie, archaiczne mechanizmy społeczne, wymagały wprowadzenia ograniczeń. Z cza­sem, nawet za wysranie się trzeba było słono zapłacić, a surowce prze­stały należeć do ogółu. Tak stał się system i wieczne zaczęło być jego panowanie. Dzięki temu jest teraz idealnie: szmacą się ludzie, ale to jest na rękę mocodawców Pułkownika. Z jakichś nieznanych Dubie­nieckiemu powodów, jeden z zakonów chce, aby ludzi poniżać, dając im możliwość życia w upadku. Dubieniecki nie zrozumiał tego dążenia i nawet do dziś, nie chce tego pojmować, tylko korzysta. Widać, że ktoś ma do osiągnięcia cel, który stał się obrazem szaleństwa, które jak nielogiczność, zamyka w sobie obraz porządku świata. – Pieprzyć świ­rów! – mawiał na to Pułkownik.

Los świń i ludzi jest ten sam

            Tyle o systemie. I tak za dużo. Cieszmy się, że nas zupełnie nie ocenzurowali. Ktoś jednak będzie musiał mieć wypadek albo dostanie pod ziobro. Samoloty czasem spadają, a kierowcy ulegają drogowym kolizjom. Politycy dławią się jedzeniem, a prostytutki cierpią na prze­wlekłe odleżyny, wywołane nadmiernym „przeruchaniem” w pracy (pra­ca w warunkach szkodliwych, powinna należeć się z mocy usta­wy).
 Zabroniono stosowania w samochodach i windach, amorty­zatorów, zamieniających siłę uderzenia w niwecz. Samoloty mogłyby nigdy nie ulegać wypadkom. Pomyśleć o świecie, bez tragedii i wyna­turzeń, to jak wyobrazić sobie raj, który można zbudować od zaraz, nie czekając na koniec świata. Nieszczęście systemu, w którym nikt nie byłby do wycięcia. Dubieniecki, miałby tak otwarcie, kazać strzelać wrogom w łeb? Tak się nie godzi. Lepiej, niech pozostanie po staremu. System kocha niewiadome i porażki. Im większa liczba samotnych matek, tym więcej gejów i lesbijek. Czym więcej morderców, tym lepszy aparat ucisku i prewencji. Duża liczba satanistów, to strach i modlitwa pobożnego ludu. Niepewność stwarza wróżbitów i daje ja­sno­widzenie. Głodni i obdarci, to misyjny świat, wierzący w zmianę. Muzycy – tych trzeba najwięcej, gdyż kicz zabija naturalny rytm w czło­wieku.
            Jedni roszczą sobie prawo do decydowania, drudzy muszą się słuchać. Wychylić łepek – to ciężka rzecz. Uczono zasady, mówiącej że „cicho będziesz, dalej pojedziesz”. Obłudnicy wmawiają ogółowi, że są w porządku. Dobre? Mogą tak robić, mając zapewniony grunt pod nogami. Linczuje się tanich męczenników, działających na zlecenie i niczego nieświadomych. Udziela się im porad i umożliwia zarobienie kasy (tworzenie perspektywy, na „marchewkę bez kija”) – tak roz­dziela się perspektywę przyszłości. Gubią się w tym ludziska, a porzuceni, sięgają dna (myślący, którzy zechcieli dzielić się wiedzą i zmie­niać świat).
Los świń i ludzi jest ten sam. Przekona się każdy, przepro­wadzając eksperyment: trzymać świnię i traktować jak towarzysza. Ludzie powiedzą, że zwariował! A kiedy zjedzą świnię, tylko jej ho­dowca będzie cierpiał, gdyż pozna ją zawczasu i zrozumie, że to dobre zwierzę. Pozostała część ludzi nie obędzie się z tym zdaniem, przez to, świnie są anonimowe w śmierci, tak jak ludzie w życiu. Zro­zumieć, że świnia „czuje”, to obudzić się z systemowego snu i przejrzeć na oczy, dostrzegając świat takim, jakim jest.
Żadne ze zwierząt nie jest pozbawione emocji. Cierpią i płaczą, gdy podrzyna się im gardła. System osiągnął sukces – śmierć miliar­dów jest bez znaczenia. Zakpił tym z podstawowego prawa, a wyko­nawcami woli uczynił ludzi. Dawni twórcy systemu i ich spadkobiercy w wierze, brzydzą się tej kpiny, dlatego nie spożywają do dziś dnia zwie­rząt, które gromadzą w sobie pierwiastek ożywczego tchnienia.

Fragment powieści satyrycznej Kaczkoduk przejmuje ster! 

Komentarze

Popularne posty z tego bloga

Filozofia Dubienieckiego zakładała, że społeczeństwo uwierzy we wszystko

Filozofia Dubienieckiego zakładała, że społeczeństwo uwierzy we wszystko, żywiąc się przyszłą nadzieją na to, że kiedyś będzie le­piej. Wiara w zmartwychwstanie, udręczonego i biednego człowieka na Ziemi, zakwaszona mitycznym wyobrażeniem o poprawie losu po śmier­ci, stanowiąca nagrodę za pobożne życie. Nikt nie zadał sobie py­tania: dlaczego głoszący te tezy, nie dążą do ubóstwa w realnym świe­cie? Czyżby nie obawiali się Boga? Może weszli w rodzaj nieznanego nam układu? A może, po prostu wiedzą, o głoszonych przez siebie baj­kach i kłamstwach bez pokrycia? Skoro tak, to zapewne postanowili nie­gdyś pożyć, kosztem bezmózgiej i bezrefleksyjnej masy, którą zmu­szają do biedy, poniżenia i zgody na wyroki wydawane przez system. Ze­ro aborcji, in vitro, prezerwatyw. Kobieta staje się „workiem ciążo­wym”, a mężczyźnie, zgodnie z zasadami, przyznano prawo używania agresji (najlepiej bez zawahania i prosto w twarz). Żaden „pedał” nie może chodzić po ulicach, a wśród księży występują całe mas…

Jarosław Kaczkoduk – obraz niechybny

Zwróćcie uwagę na tytuł. Mówi wiele, gdy chcemy uchwycić wyraz niechybny, odnoszący się do człowieka, który wkrótce nastąpi. Jarosław Kaczkoduk, o pseudonimie szkolnym „Kaczykuper”, a imieniu agenturalnym „Karzeł”, a przez złośliwych prześmiewców zwany „Karakanem”, nastąpił, czym wywołał ogromne spustoszenie, głównie wśród elit rządzących Polgarem. Rozpoczyna się trwająca kilka miesięcy batalia o zwycięstwo w wyborach. Kaczkoduk to postać z książki satyrycznej „Kaczkoduk przejmuje ster!”. 



Ptaszki już z dawna ćwierkały o kaczorku, który usiłował zwojować w przyrodzie więcej, niż to, nad co mógł wyzdrygać się zwykły nielot. Fragment ten oddaje pewną przypadłość naszego zacnego bohatera. 
Nieoczekiwanym problemem stał się Jarosław, również Kaczkoduk. Przeciwnikiem był słabym, bo wystarczyło mu dać pole do manewru, aby sam sobie kłody podłożył i zniechęcił do czynów tych, którzy dotąd stawali za nim murem.
Pułkownik Dubieniecki, as wywiadu i niekwestionowany cichy przywódca, z zamiłowani…

Donatan Tursek tyle nakradł i sprzedał, że zasłużył sobie na ten awans

Donatan Tursek tyle nakradł i sprzedał, że zasłużył sobie na ten awans, uczyniony na koszt mieszkańców Europy. Niewątpliwy sukces, w jego skromnej karierze, która zaowocowała niezwykłą przemianą. Zupełnie niezasłużony, ale gdzie Europa znalazłaby większą hienę, do pełnienia tak zaszczytnej funkcji, gotową do jednoczesnego niszczenia własnego kraju? Tursek, od dawna dostarczał dowody lojalności, służąc imperium mocodawców Dubienieckiego. Zawsze wierny, on i jego rodzina, przez to nigdy nie staną się już więcej biedakami. Zyskali, bo trzymają z systemem. Teraz Czytelnik jasno rozumie, jak wygląda przykład typowego człowieka Dubienieckiego, który w zamian za swe usługi, otrzymuje dobre i należne wynagrodzenie. Staje się, w ten sposób lepszy, a wobec innych, zyskuje poważanie. Ma pieniądze i mogą mu skoczyć! Myślicie, że bylibyście w stanie pójść tym wzorowym przykładem, dając gwarancję wiernej posługi? Niestety, dostępne miejscówki, dawno zostały rozdane. Pozostało wam kosić trawę i mięt…