Przejdź do głównej zawartości

Rozdział czwarty - Wielka stypa i ból dupy



Miejsce: Pałac Prezydencki w Warchołowie.
          Czas: Bliżej nieokreślona przyszłość, po wygranych wyborach,
o czym świadczy fakt, że tytułując prezesa,
należało używać formy pan.


W pałacu prezydenckim odbywała się ważna uroczystość. Przybył nie kto inny, jak sam pan Jarosław Kaczkoduk z kotem Ali Babą, który cudem odnalazł się bezpieczny i nieszturchnięty.
Po udanej ucieczce, odnalazł jednego z działaczy partii niższego szczebla, a ten, rozpoznając w nim życiowego partnera prezesa, lojalnie dostarczył stworzenie do Warchołowa. Kociego przybłędy, prezes nie zamierzał wyrzucić za drzwi, więc zachował dwa żywe stworzenia, którymi opiekował się w powszechnym szczęściu.
Przybył też Paweł Kuki, nadworny śpiewak i włóczykij oraz Zbigniew Stonga, łach cmentarny i bakałarz[1]. Podjął ich osobiście Antoni Dudek, zacny prezydent, którego złośliwi raczyli określać mianem „długopis”. Polgar w swej historii, nie miał tak zacnego prezydenta, który w krzewieniu demokracji, poniósł niezmierzoną ilość zasług.
Uczestniczący w spotkaniu cieszyli się, bo zamierzali utworzyć niebawem wspólny, krajowy rząd niepodległościowy, przywracający „wolność, równość i duchowieństwo”. Nie chciał im w tym jedynie pomóc Zbigniew Stonga, który obraził się na pozostałych, a zwłaszcza na Dudka, za to że ten go oszukał i zrobił w balonika, nie chcąc wyzwolić z nędznych szwindli.   
Chcąc temu przeciwdziałać, zapobiegliwy pan Jarosław Kaczkoduk, podjął próbę rozegrania tej partii z udziałem głównych polityków, sprzyjających jego racji stanu. Taktykiem był niesamowitym, zatem cała boża akcja, mogła powieść się zgodnie z planem. Wyszedł z inicjatywą i zaprosił, zdefiniowanych zwolenników i przydupców, do prezydenckiego pałacyku. Miejsce zostało wyznaczone w sposób nieoczekiwany, gdyż w rezydencji prezesa trwał remont, prowadzony przez firmę specjalizującą się w montażu systemów podsłuchowo-nagraniowych. Sprawę, z ramienia prezesa, nadzorował Mariusz Płaszczyk. Był to człowiek obdarzony zaufaniem, przykładający się do powierzonych mu spraw. Karierę rozpoczynał w kościelnym chórze chłopięcym. Następnie awansował, służąc do mszy i obsługując jeden z koszy, do którego wierni wrzucali datki (powszechna nazwa „datkonosz”). Proboszcz obdarzył go dużym zaufaniem, gdyż Mariusz okazał się lojalnym człowiekiem, który nie wyciągnął ręki po grosik (wolał grubsze uposażenie). Po latach ciężkiej pracy, trafił do partii, stając się szybko osobą od zadań specjalnych, której powierzano misje, wymagające specjalnego zaangażowania (pierwszy jebca, jedynie słusznej linii).




[1] Bakałarz – dawniej „nauczyciel” lub „osoba posiadająca tytuł bakalaureat” (najniższy stopień naukowy nadawany przez uniwersytety).  




Fragment książki, Kaczkoduk przejmuje ster! 



Rozdział czwarty - Wielka stypa i ból dupy


Komentarze

Popularne posty z tego bloga

Filozofia Dubienieckiego zakładała, że społeczeństwo uwierzy we wszystko

Filozofia Dubienieckiego zakładała, że społeczeństwo uwierzy we wszystko, żywiąc się przyszłą nadzieją na to, że kiedyś będzie le­piej. Wiara w zmartwychwstanie, udręczonego i biednego człowieka na Ziemi, zakwaszona mitycznym wyobrażeniem o poprawie losu po śmier­ci, stanowiąca nagrodę za pobożne życie. Nikt nie zadał sobie py­tania: dlaczego głoszący te tezy, nie dążą do ubóstwa w realnym świe­cie? Czyżby nie obawiali się Boga? Może weszli w rodzaj nieznanego nam układu? A może, po prostu wiedzą, o głoszonych przez siebie baj­kach i kłamstwach bez pokrycia? Skoro tak, to zapewne postanowili nie­gdyś pożyć, kosztem bezmózgiej i bezrefleksyjnej masy, którą zmu­szają do biedy, poniżenia i zgody na wyroki wydawane przez system. Ze­ro aborcji, in vitro, prezerwatyw. Kobieta staje się „workiem ciążo­wym”, a mężczyźnie, zgodnie z zasadami, przyznano prawo używania agresji (najlepiej bez zawahania i prosto w twarz). Żaden „pedał” nie może chodzić po ulicach, a wśród księży występują całe mas…

Jarosław Kaczkoduk – obraz niechybny

Zwróćcie uwagę na tytuł. Mówi wiele, gdy chcemy uchwycić wyraz niechybny, odnoszący się do człowieka, który wkrótce nastąpi. Jarosław Kaczkoduk, o pseudonimie szkolnym „Kaczykuper”, a imieniu agenturalnym „Karzeł”, a przez złośliwych prześmiewców zwany „Karakanem”, nastąpił, czym wywołał ogromne spustoszenie, głównie wśród elit rządzących Polgarem. Rozpoczyna się trwająca kilka miesięcy batalia o zwycięstwo w wyborach. Kaczkoduk to postać z książki satyrycznej „Kaczkoduk przejmuje ster!”. 



Ptaszki już z dawna ćwierkały o kaczorku, który usiłował zwojować w przyrodzie więcej, niż to, nad co mógł wyzdrygać się zwykły nielot. Fragment ten oddaje pewną przypadłość naszego zacnego bohatera. 
Nieoczekiwanym problemem stał się Jarosław, również Kaczkoduk. Przeciwnikiem był słabym, bo wystarczyło mu dać pole do manewru, aby sam sobie kłody podłożył i zniechęcił do czynów tych, którzy dotąd stawali za nim murem.
Pułkownik Dubieniecki, as wywiadu i niekwestionowany cichy przywódca, z zamiłowani…

Donatan Tursek tyle nakradł i sprzedał, że zasłużył sobie na ten awans

Donatan Tursek tyle nakradł i sprzedał, że zasłużył sobie na ten awans, uczyniony na koszt mieszkańców Europy. Niewątpliwy sukces, w jego skromnej karierze, która zaowocowała niezwykłą przemianą. Zupełnie niezasłużony, ale gdzie Europa znalazłaby większą hienę, do pełnienia tak zaszczytnej funkcji, gotową do jednoczesnego niszczenia własnego kraju? Tursek, od dawna dostarczał dowody lojalności, służąc imperium mocodawców Dubienieckiego. Zawsze wierny, on i jego rodzina, przez to nigdy nie staną się już więcej biedakami. Zyskali, bo trzymają z systemem. Teraz Czytelnik jasno rozumie, jak wygląda przykład typowego człowieka Dubienieckiego, który w zamian za swe usługi, otrzymuje dobre i należne wynagrodzenie. Staje się, w ten sposób lepszy, a wobec innych, zyskuje poważanie. Ma pieniądze i mogą mu skoczyć! Myślicie, że bylibyście w stanie pójść tym wzorowym przykładem, dając gwarancję wiernej posługi? Niestety, dostępne miejscówki, dawno zostały rozdane. Pozostało wam kosić trawę i mięt…